Być twardzielem….

Ostatnio obserwuję wcale nierzadko sytuacje, które budzą we mnie mieszane uczucia. Nierzadko zdarza się bowiem, że pomiędzy psami dochodzi do jakichś mniejszych czy większych spięć. Wcale nierzadko mogą się one skończyć przykrymi konsekwencjami. Niestety wiele zwierząt nie pojmuje zasad psiego sovoir vivre’u, ale niestety też ich właściciele nie specjalnie są w stanie im pomóc w rozwiązywaniu prostych problemów.

Niestety ale behawioralne aspołeczne zachowania naszych milusińskich stają się rzeczywistym problemem jeśli dojdzie do urazu czy pogryzienia. Najczęściej pogryzienie, w tym człowieka, nie jest początkiem problemów, ale ich końcem. Właściwie zawsze okazuje się, że zwierzę wcześniej dawało wiele sygnałów, które mogły, a wręcz powinny, być interpretowane jako niepokojące.

Dobrym przykładem mogą być biegające obszczekujące wszystko co się rusza Yorki. WYdaje się to może śmieszne i rozkoszne, jednak taki atak to jest po prostu szarża i być może małemu psu wydawać się może, że zawojował świat i przepędził wszystkich intruzów, ale tak naprawdę zrobił z siebie idiotę i ryzykował swoim życiem. Smutne jest to, że wydawać się może, że raczej psy nie potrafią logicznie przeanalizować swoich szans z nawet łagodnym ale przechodzącym obok psem o masie 30 kg. Jednak jeszcze bardziej smutne jest to, że właściciele takich psów uważają, że przecież taki nieborak nic nie zrobi bo jest taki mały i zabawny. Niestety takie podejście sprawia, że mam mnóstwo roboty z ratowaniem życia przegryzionych na pół yorków czy temperamentnych jamniczków.

Drugim aspektem są wszelkiego rodzaju skupiska psów. Dziwię się bardzo, że właściciele psów nie uczą się czytania sygnałów, które wysyłają ich zwierzęta. WIelokrotnie zdarza mi się widzieć psy, które aż proszą się o bęcki będąc nieświadome, że mogą nie mieć szans. I przykro mi jest widząc właścicieli, którzy czasami nawet cieszą się niebezpiecznego zachowania swoich podopiecznych.

Jednym z dobrych przykładów jest mój osobisty pies. Bydle z wielką mordą trafiło do nas w dorosłym wieku. Z pewnością był psem po mocnych przejściach sądząc po wszystkich bliznach jakie miał na ciele. Nigdy nie było wątpliwości co do kastracji, jest przecież psem przygarniętym ze schroniska. Mimo tego, że zawsze był kochany i mądry, to na początku strasznie niesforny. Chciał się bawić z każdym psem i to od razu w zapasy. Co więcej wielokrotnie nie potrafił dawać odpowiednich sygnałów i czytać sygnałów innych psów. Zajęło nam dobre miesiące nauczenie go psiej kultury. Obecnie mimo, że jest dalej chętnym do zabawy psem, to podchodzi ostrożnie, zawsze pozwala się obwąchać i dopiero jak otrzyma wyraźne zaproszenie do zabawy, to rozpoczyna swoje nieskoordynowane podskoki. Jednak ostatnio spotkałem się z bardzo przykrą sytuacją, kiedy to natarczywy młody labrador próbował wyraźnie zdominować naszego podopiecznego. Właściciel nie zrozumiał niczego z moich uwag, a temat skwitował, ze musza ustalić hierarchię w stadzie. To ustalanie hierarchii w stadzie niestety kończy się często pogryzieniem, za które odpowiedzialny jest właśnie nierozsądny właściciel, który nie nauczył się czytać swojego psa…

autor: K.Z

Leave a Comment