Więcej luzu?

W niektórych mediach parlamentarny zespół zajmujący się przepisami dotyczącymi zwierząt z dumą obwieszcza jak to zbliża się cudowna zmiana przepisów zwiększających swobodę dla właścicieli psów. Dotychczasowe przepisy regulowały temat w taki sposób, że psy musiały być prowadzane na smyczy. Zwierzęta mogły być puszczane luźno jeśli miały nałożone kaganiec. W niektórych gminach lokalne przepisy dokładały obowiązek prowadzania psów na smyczy i w kagańcu. Te przepisy nie były niestety ważne, bo ustawa nie przewiduje takich możliwości zaostrzenia warunków przez samorządy.

Obecnie zaistniał pomysł, aby przepisy trochę zliberalizować umożliwiając opiekunom czworonogów puszczanie psów luźno, pod warunkiem, że opiekun sprawuje nad swym podopiecznym kontrolę. Zakładam, że ta kontrola oznaczać ma możliwość odwołania zwierzęcia w każdej chwili. Moim zdaniem dziwne to przepisy. Wszak nawet zwierzęta służbowe, które przechodzą rygorystyczny trening i państwowe egzaminy, nie są puszczane swobodnie, mimo, że ich posłuszeństwo i oddanie jest często przytaczane jako wzór. Dziwi mnie takie podejście, bo przecież o tym, że opiekun kontroli nie sprawuje dowiedzieć się możemy właśnie wtedy, kiedy uczucie pełnej kontroli zawiedzie. Przecież trafiający do mnie pacjenci po wypadkach czy po pogryzieniach, to właśnie Ci pacjenci, którzy ku zaskoczeniu swoich opiekunów, nie byli pod odpowiednią kontrolą.

Oczywiście jednym z podstawowych elementów sprawowania opieki nad czworonogami jest zapewnienie bezpieczeństwa i zdrowia ludzi. Dlatego też zakłada się prowadzenie psów w mieście na smyczy, a tych, które mogą być potencjalnie niebezpieczne, w kagańcu.

Dla mnie, z punktu widzenia weterynaryjnego, poruszanie się ze zwierzęciem na smyczy ma przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo pupilowi. W każdej chwili może pojawić się bowiem inne zwierzę, inny człowiek, rowerzysta czy samochód, który w najlepszym wypadku może przestraszyć zwierzę, a niestety bardzo często sprowadzić ryzyko niepotrzebnego urazu.

Nie do końca wiem jakimi pobudkami kierowali się twórcy projektu. Prawdopodobnie przeświadczeniem, że pies się „musi wybiegać”. Oczywiście to prawda, że wysiłek fizyczny to zdrowie i możliwość rozładowania napięcia. Ale podobnie jak u ludzi dobrze by było, żeby był on planowany i kontrolowany. Żyjąc w tak gęstym skupisku jak Legionowo jednocześnie musimy wszyscy wzajemnie na siebie uważać i szanować wspólną przestrzeń. Nie do końca jest ona przeznaczona do „kontrolowanego” ale jednak w pełni niezabezpieczonego poruszania się zwierząt, ale także dzieci czy rowerzystów, czy innych uczestników ruchu.

Uczestnictwo w ruchu drogowym jest dobrą analogią. Idąc tropem takiego myślenia czemu nie złagodzimy przepisów dotyczących ograniczenia prędkości? Ograniczenie prędkości w terenie zabudowanym określone jest na 50km/h. Ale jeśli kierowca jest doświadczony i ma duże poczucie pewności siebie na drodze, to dopuszczalne jest jeżdżenie i stówką. Czy tego typu zmiana wydawane się logiczna?

Oprócz dziwnych ruchów legislacyjnych warto by było w końcu zając się programem znakowania zwierząt, ujednoliconym na terenie całego kraju. Regulacją terenów dopuszczonych do użytkowania przez właścicieli psów w dowolny sposób. Ale przede wszystkim edukacją opiekunów w celu poprawy warunków wspólnego życia w przestrzeni publicznej wielbicieli czworonogów, jak i ludzi nie koniecznie lubiących psy.

Leave a Comment