Świąteczne przeładowanie.

Latami żyliśmy w biedzie i niedostatku. Kombinowanie te kilka razy w roku, aby za wszelką cenę usiąść przy suto zastawionym stole było latami tradycją w naszym kraju. Święta, które właściwie już za pasem cechują się właśnie wielkim żarciem. STatystyki dietetyków mówią, że w Polsce statystyczny mieszkaniec zje podczas wigilijnej wieczerzy blisko 7 tys kcal. To stanowczo zbyt dużo. Bytowe zapotrzebowanie faceta mojej postury to ok 2,4 tys kcal. Jeden kilogram odłożonego tłuszczu to 9 tys kcal. A oprócz wigilijnej wieczerzy czekają nas kolejne dwa dni wyżerki.

Po tych latach chudych przyszło nam żyć w czasach, gdzie już nie ma chorób z niedoboru. Raczej są choroby z nadmiaru. Statystyczny Polak wyrzuca 50% żywności. Oczywiście składają się na to nie tylko produkty, które zostały w domu, ale też odpady wyprodukowane przez sklepy. Nie oszukujmy się, ale znaczna część produktów z przepełnionych sklepowych półek także trafi do kosza.

Podobnie z naszymi zwierzętami. Problem otyłości u zwierząt dotyczy ponad 40% psów i ponad 60% kotów. Szacuje się, że psy średnio są przekarmianie o 300-400%, a koty nawet do 700%. Efekty widzimy na co dzień. I nie mówimy tu jedynie o notorycznie podawanych smakołykach czy życiu właściwie w otwartej lodówce. Nawet niby proste, wyraźnie możliwe do oszacowania, żywienie gotowym suchym pokarmem, często kończy się znacznym przekroczeniem zalecanej przez producenta dawki.

W większości tradycyjne potrawy z polskiego stołu wigilijnego nie będą trujące dla psów. Może niektóre gatunki orzechów czy rodzynki z makowca mogą być wyzwaniem dla zdrowia. Jednak podstawowym problemem jest ilośc przypraw czy tłuszczu, który wraz ze smacznymi resztkami może zagrozić naszym podopiecznym. Tradycyjny karp, zawierający znacznej długości ości, jest niebywałym łupem. Taki kęs w pośpiechu złapany doprowadzić może do tkwienia ości w przełyku zwierzęcia, a to z kolei do konieczności zmiany planów i szybkiej wizyty w lecznicy weterynaryjnej.

Niektóre potrawy jak chociażby tradycyjna kapusta z grochem będą bardzo obciążające dla przewodu pokarmowego psa. Właściwie się nie strawi i doprowadzić może do wzdęć i biegunki. Z kolei przesolony śledzik z pewnością pobudzi pragnienie, obciąży nerki i doprowadzi tez do biegunki. Mnogość przypraw i smaków, tam przez nas pożądana, dla krótkiego przewodu pokarmowego psa czy kota mogą być nie lada wyzwaniem i doprowadzać do poważnych konsekwencji.

I oczywiście deser. Bomba kaloryczna, cukier w lukrowej polewie z bakaliami. Dla naszych podopiecznych to po prostu szok. Nie ważne jest liczba kalorii, bo tego już nikt nie policzy. Po tłustych smażonych karpiach, kiedy trzustka ledwo zipie, możliwość zjedzenia resztek z samego cukru jest dla niej jak pożądny kopniak. Nie trudno o ostre zapalenie a to stan zagrażający życiu.

Dodatkowo na wielu polskich stołach pojawić się może alkohol. Nierzadko w postaci likierów czy słodkich nalewek, które mogą być smaczne dla zwierząt. Wtedy poważny problem gotowy.

Wesołych świąt!

Leave a Comment