Kastracja okiem Emocji

Wielu lekarzy rozmawia z Wami –  opiekunami o zabiegu kastracji Waszych zwierząt. Zwykle ten zabieg omawiany jest w gabinetach od strony medycznej. Ja, jako opiekun chciałam opowiedzieć jak to jest od strony emocjonalnej bo wiem że oddanie pupila na zabieg można przeżywać bardzo mocno.
Pierwszym rozdzierajacym serce momentem jest oddanie zwierzaka do naszego szpitala – wiem jak to jest, przechodziłam przez to nie raz. Aż nie chce się wierzyć ale zwierzęta w szpitalu bywają spokojniejsze niż w poczekalni. Nie czują już  naszego zdenerwowania, i nie rozpraszaja się milionem bodźców. W szpitalu są też pod stałą obserwacją.
Potem odbywa się zabieg. I nam –  opiekunom – absolutnie zawsze wydaje się że to już trwa za długo 😀
Czas który dla nas jest taaaki długi w rzeczywistosci jest normalny. Bo przecież nasz pupil musi sobie dobrze zasnąć a chirurg musi mieć czas spokojnie wykonanać swoją pracę.  Potem zwierzę się wybudza z narkozy i – zwykle najdłuższy etap – dostaje kroplówkę, jest dogrzewane i jeszcze trochę śpi.  Ten etap może trwać nawet kilka godzin.  Pacjentowi jest w tym czasie ciepło, miękko (mamy w lecznicy specjalne kocyki ) i jest pod baczną obserwacją personelu.
I wreszcie – odbieramy nasze zwierzę.  Zawozimy do domu i zaczynamy się zastanawiać czy wszystko jest dobrze?  Czy nakarmić?  Czy napoić?  Tu przydaje nam się wypis z lecznicy i ponowne spokojne przeczytanie zaleceń 🙂 Zwykle znajdziemy tam informacje kiedy podać posiłek i że miejsce dla zwierzaka musi być ciepłe 🙂  W razie wątpliwości zawsze można do nas zadzwonić. Najważniejsze jest ciepło i spokój.  I noszenie kubraczka lub kołnierza. Tak, dobrze wiem jak one potrafią prosić o zdjęcie z nich tych okropnych akcesoriów! I wiem też że rozlizana rana pooperacyjna to dużo dodatkowego dyskomfortu i nerwów. Dlatego – ranę chronimy przynajmniej 10 dni. Aż do wizyty kontrolnej.  Nawet jeśli  one tak proszą 😉
I prawie każdy z nas, opiekunów denerwuje się w dniu kastracji zwierzaka i to też jest normalne. I wszyscy w lecznicy to rozumiemy bo też sami bywamy w takich sytuacjach.  Spokój o pozniejsze zdrowie zwierzęcia jest tego wart!
Iza Mokos
rejestratorka Lecznicy Legwet
oraz opiekun i przyjaciel Kromki
która miała okazję przejść ostatnio zabieg kastracji 🙂

Leave a Comment